|
Kryteria tożsamości
Waldemar
Niemotko
Historia
ludzkości jest nasycona
ścieraniem się sfer tożsamości na szczeblu: rodzin,
szczepów, klanów, narodów i
regionalnych ugrupowań. Z
reguły jest to
powolne narastanie nastrojów i reguł postępowania,
uzyskujących stopniowo
szerszą akceptację. Zdarza się jednak,
że cały
proces zaczyna przypominać presję, jaką wywierają wzajemnie na siebie
płyty
tektoniczne, ze znanym skutkiem w trzęsień ziemi i tsunami.
Wstrząsem w
dziedzinie stosunków polityczno-społecznych jest
niewątpliwie każda rewolucja,
przewrót wojskowy lub inna forma gwałtownych przekształceń
ustrojowych.
Narosła
bogata
praktyka wokół programów stymulowania przesunięć
w systemie sprawowania władzy. Głoszono hasła:
pax
romana,
krucjata, przestrzeń życiowa, sprawiedliwość społeczna, walka o
pokój,
bezpieczeństwo zbiorowe czy zwalczanie międzynarodowego terroryzmu. Nagminne
jest
wykorzystywanie wzniosłych idei jako zasłony
dymnej do realizacji ukrytych celów.
Przeciwstawne
systemy światopogladowe oraz
odmienności wyznaniowe służyły
niejednokrotnie jako pretekst do
zbrojnej interwencji i terytorialnego podboju.
Teoretyczne
uzasadnienie
formułowano często już w trakcie narastania wydarzeń, niejako w postaci
wykazywania racji faktów dokonanych.
Reszty dopełniała starannie
dobrana
propaganda. Przeciętny
zjadacz chleba
mógł zagubić się w tej pojęciowej gmatwaninie i wręcz poczuć
się oszukanym, gdy
mu wmawiano, że to wszystko dla dobra jego samego lub przyszłych
pokoleń. Odczuwał wtedy
własną
bezsilność i próbował wyrażać głośno żal, choć i to bywa
niekiedy zakazane,
czego żywym przykładem jest Zimbabwe.
Czasy obecne są
nasycone siłami zmierzającymi do alienacji jednostki z jej naturalnego
środowiska
rodzinno-społecznego. Istnieją
zachęty do przyjmowania postawy,
którą już Adam Mickiewicz skrytykował słowami “sam
sobie sterem, żeglarzem, okrętem”.
Młodzi
kształtują swą osobowość w zgiełku
informatycznego zalewu. Konsumpcjonizm
i
permisywizm wywierają presję w kierunku przyjmowania narzucanych
natrętnie
wzorców postępowania. Zdrowo
pojmowana
postawa światopoglądowa napotyka na odpór ze strony
błyskotliwych namiastek. Trzeba
doprawdy silnego kośćca ideowego, aby
zdobyć się na wysiłek samodzielnego kształtowania swej osobowości. Niektórzy
biadają, że rozbieżności postaw
narastają szybciej, niż pojednawcze próby osiągnięcia
kompromisu w duchu
tolerancji i dialogu. Marksistowskie
zawołanie: „proletariusze nie mają
ojczyzny” czy
kosmopolityczna lojalność w ramach przedsiębiorstw transnarodowych,
prowadzą do
osłabienia tradycyjnych więzi społecznych. Tendencje te podsyca
narastająca
globalizacja.
Kościół
zajął
się kwestią robotniczą w trudnych czasach wzmożonego, 19-wiecznego
wolnomyślicielstwa
i antyklerykalizmu. Encykliki
Rerum
novarum (1891) i Quadragesimo anno
(1931) stały
się
kamieniami milowymi rozwoju katolickiego nauczania społecznego. Ten duch znalazł
odzwierciedlenie w
dokumentach Soboru Watykańskiego II.
Okres
pontyfikatu Jana Pawła II stanowił jedno pasmo duszpasterskiego dialogu
z
wielorakimi i podlegającymi ciagłym zmianom strukturami
współczesnego świata. Zawołanie
“nie
bójcie się!” brzmi
wciąż jak
wyzwanie rzucane dekadencji i cywilizacji śmierci.
Kościół popiera jak najpełniejsze
uczestnictwo wiernych we wszystkich dziedzinach aktywności ludzkiej
przy
konsekwentnym respektowaniu zasad równości, wolności i
solidarności.
Nieporozumienia
pojawiaja się na tle różnorodnej interpretacji obiegowych
pojęć. Weźmy jako
przykład słowo: d e
m o k r a c j
a. Jest
to ludowładztwo, w którym
wszyscy obywatele mają mieć wpływ na sprawowanie rządów,
faktycznie lub
nominalnie. Tę
formę ustrojową
wprowadzono w V wieku przed Chrystusem w starożytnej Grecji, a do jej
upowszechnienia przyczynili się Platon i Arystoteles. Była
to demokracja ateńska, której jednak nie
akceptowała sąsiednia Sparta. Wszelako
i
w Atenach wykonywanie władzy było ograniczone do kręgu ludzi wolnych,
podobnie
jak demokracja szlachecka w dawnej Polsce stanowiła domenę
górnej warstwy
panującej. Z kolei
tzw. demokracja
ludowa w systemie po-jałtajskim służyła za przykrywkę do narzucenia
komunistycznej dyktatury.
Demokracja w
czasach nowożytnych została oparta na eksponowaniu praw czlowieka.
Takiemu
sposobowi rozumowania hołdowali encyklopedyści francuscy oraz
ojcowie-założyciele Stanów Zjednoczonych.
Podobne
zasady przyświecały Sejmowi Czteroletniemu,
co doprowadziło do
uchwalenia Konstytucji 3 Maja 1791 roku.
Żywymi
łącznikami między zrywami wolnościowymi po
obu stronach Atlantyku
stali się Kazimierz Pułaski i Tadeusz Kościuszko, któremu
przypadło ponadto w
udziale udzielenie swego nazwiska najwyższemu wzniesieniu w Australii,
jako Mount Kosciuszko. Współczesnie
realizację powyższych założeń
upatruje wielu w systemie ONZ.
Prezydent USA
postawił sobie w
2003 roku cel zaprowadzenia demokracji w Iraku, po obaleniu
dotychczasowego
dyktatora. Kłopot polegał
jednak na tym, że
despotyczni władcy azjatyckich terenów znaleźli się już w
starożytności w
kolizji z modelem greckiej demokracji, która była przez
długie wieki
postrzegana wyłącznie jako europejski system sprawowania
rządów. Owszem, śladem
wpływów kultury greckiej jest sama nazwa Mezopotamii mezzo
potamos: krainy położonej między
rzekami (Eufratem i Tygrysem). Blisko
„koalicji chcących” znalazła się niechcąco także
Polska. Wszelako
talmudyczna mentalność Anglosasów okazała się
nieprzekraczalną barierą w próbach pozyskania do
współpracy czcicieli Allacha,
a bez proaktywnej postawy z ich strony cała operacja mogła być
postrzegana jako
pospolita zmiana warty na stanowisku satrapy.
Sprawowanie
władzy w USA ulega zmianie w cyklach czteroletnich, w wyniku kolejnych
wyborów
prezydenckich. Przeciętny
Amerykanin
znajduje w tym upodobanie, ale przewracające się z boku na bok cielsko
olbrzyma
może przypadkowo zmiażdzyć tych, którzy nie usuną się
w porę z pola rażenia. Wielka
Brytania
może uchodzić za najbardziej
stabilny model funkcjonowania demokracji. Jest to
monarchia konstytucyjna, która ukształtowała
się w specyficznych
warunkach
wyspiarskich, a ponadto ciągnie za sobą balast eksploatatorskiego
mocarstwa
kolonialnego. Australia
poszukuje gorączkowo swej
własnej tożsamości, łącznie z ewentualnością przyjęcia ustroju
republikańskiego. Polska
też poszukiwała z wigorem swej
tożsamości niemal do końca pierwszego półrocza 2003 roku: z
Europą czy poza jej
strukturami? A i
sama Europa nie może
poradzić sobie z dylematem ewentualności nawiązania do swych
chrześcijańskich
korzeni.
W sytuacji
braku wiarygodnego wzorca będzie jeszcze długo trwała debata na temat
doboru
kryteriów tożsamości.
|